top of page

Rodzina patchworkowa

„Z elementów jednego rozsypanego związku sklejane są nowe rodziny, często silniejsze od tych pierwszych. Takie połatańce nazywają się rodzinami patchworkowymi i stają się coraz bardziej powszechne”. Rodzina patchworkowa to rodzina, która powstała z połączenia dwojga ludzi mających już za sobą nieudane związki. Ze związków tych mają już dzieci. Jej cechą znamienną jest fakt, że obecni partnerzy żyją w zgodzie ze swoimi byłymi i dbają o to, by dzieci z poprzednich małżeństw traktowały się jak prawdziwe rodzeństwo.

Tyle definicji. Ale jak to wygląda w praktyce?

W Stanach Zjednoczonych model „posklejanej rodziny” jest dość powszechny. Bywa, że jej członków łączą silne więzi i szczere relacje, wzmacniane przede wszystkim przez brak nienawiści i przyjaźń z poprzednim partnerem. Wyobraźmy sobie rodzinną uroczystość, na której mąż i żona, ich dzieci wspólne i dzieci z ich poprzednich związków oraz rodzice tych dzieci uśmiechnięci i szczęśliwi spożywają wspólny posiłek. To jest rzeczywistość, która coraz częściej jest praktykowana i zdaje egzamin.

W praktyce amerykańskiej rodzina patchworkowa staje się modelem rodziny XXI wieku. Amerykańskie rodziny patchworkowe są dowodem na to, że rozwód czy rozstanie (w przypadku związków „na kocią łapę”) nie musi być rodzinną tragedią. A jak jest w Polsce?

Rzeczywistość nie należy do rodzaju amerykańskich telenoweli obyczajowych. Rozwodzące/rozchodzące się polskie małżeństwa/związki, w zdecydowanej większości przepełnione goryczą nastawione są na walkę i udowadnianie własnych racji. Najważniejsze staje się udowodnienie, że wina za rozpad małżeństwa leży po drugiej stronie, a usprawiedliwieniem własnego postępowania jest obarczenie odpowiedzialnością współmałżonka.

Cechy wspólne osób rozwodzących się/rozstających się w sposób następujący przedstawił ks. Marek Kruszewski (http://adonai.pl):

* zachowują się jak wyprane z uczuć;

* współmałżonka mają za największego wroga;

* odżegnują się od jakichkolwiek dobrych wspólnych wspomnień;

* wyszukują z drobiazgowością tylko złe wspomnienia;

* unikają określeń „my”, „nasze” na rzecz sformułowań „ja”, „moje”;

* dla związku zaczynają używać określenia „coś się wypaliło”, „pomyłka";

* nie przypisują sobie winy;

* zieją agresją, nienawiścią, również do bliskich zostawianego partnera;

* kreują się na ofiary;

* „marzą" o kulturalnym rozwodzie i składają propozycje pod tytułem „zostańmy przyjaciółmi";

* panicznie boją się "nie" dla rozwodu.

Sprawą najbardziej newralgiczną dla rozpadającego się związku, jest jednak walka o dzieci/dziecko, która przeradza się w regularną wojnę. To wojna między dwiema rywalizującymi stronami, w której cel (czyli dziecko) uświęca stosowane (przez rodziców) środki (metody), przy czym nie zawsze stosowane środki wpływają z korzyścią na sam cel.

Niestety, w walce o władzę rodzicielską, środki stają się bardziej istotne niż sam cel. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj. Rozwód/rozstanie wyniszcza nie tylko same osoby (które tracą wiele zdrowia i energii), ale i niszczy pozytywne relacje, jakie łączyły dotychczasowych życiowych partnerów.

Ale to nie wszystko. Niszczy relacje między dzieckiem a rodzicami. Bardziej zaborczy rodzic stara się odsunąć dziecko do drugiego rodzica. Nierzadko próbuje zmanipulować sytuację w ten sposób, aby dziecko przyjęło postawę oskarżycielską w stosunku do drugiego rodzica i usprawiedliwiającą dla tego, przy którym pozostaje po rozstaniu.

Sytuacje ograniczenia spotkania z rodzicem i rodziną byłego partnera są równie częste. Drugi rodzic oczywiście nie pozostaje dłużny – usprawiedliwiając własną sytuację odbija piłeczkę z oskarżeniem, przyjmując postawę ofiary, której odebrano rodzinę wbrew jej woli. Płacze i rozpacza szukając pocieszenia i poparcia w oczach dziecka.

bottom of page